NEWS

Bieżące informacje z klubu

SPARINGOWY REWANŻ DLA STOCZNIOWCA 2014

MH Automatyka Stoczniowiec 2014 w pełni zrewanżował się ekstraligowej Neście Toruń za sobotnią wysoką porażkę. Biało-niebiescy dziś wygrali w Hali Olivia 4:1 (3:1, 0:0, 1:0).

1:0 Stasiewicz – Serwiński
2:0 Stasiewicz
2:1 Podsiadło – Pieniak – Winiarski
3:1 Kantor – Michałkiewicz
4:1 Ziółkowski

Stoczniowiec 2014:
Witkowski (Tomczyk – nie grał); Lehmann – Wachowski, Kantor – Kabat, Kostromitin – Ruszkowski oraz Leśniak; Serwiński – Stasiewicz – Pesta, Zaleski – Ziółkowski – Michałkiewicz, Szczerbakow – Krasakiewicz – Gołaszewski oraz Iwanow, Sochacki.

Nesta Mires Toruń: Bojanowski (od 33′ Plaskiewicz); Skólmowski – Lidtke, Podsiadło – Żyliński, Heyka – Mądrowski oraz Huzarski; Dzięgiel – Fraszko – Dołęga, M.Kalinowski – Kuchnicki – Minge, Strużyk – Chrzanowski – Bomastek, Pieniak – Winiarski – Husak.

Gdańszczanie zagrali w silniejszym składzie niż w Toruniu, jednak w składzie nadal brakowało kilku podstawowych zawodników – m.in.Wojciecha Wryczy, Martina Kulczyka czy Krzysztofa Wróblewskiego. Debiutu nie doczekał się niestety Jan Steber. Jego uraz okazał się poważniejszy niż przypuszczano i w piątek w Poznaniu zawodnika czeka zabieg artroskopii kolana, który wykluczy go z treningów na kilka tygodni.

– Dzisiaj dla odmiany wystąpiliśmy w zdecydowanie silniejszym zestawieniu, jednak wciąż brakowało kilku podstawowych napastników. Szansę na grę dostali młodsi zawodnicy i moim zdaniem świetnie ją wykorzystali. Widać, ze jesteśmy dość krótko na lodzie i piątki nie są jeszcze ze sobą zgrane, natomiast wszystko „zagrało” tak jak powinno. Drużyna jest głodna gry do przodu, z tyłu jak zwykle bardzo dobrze spisał się Tomek Witkowski. – powiedział krótko po meczu prezes Stoczniowca 2014 Bartosz Purzyński, który nie krył zadowolenia z wyniku, jak i gry zespołu.

Nasi zawodnicy bardzo dobrze rozpoczęli spotkanie. Od pierwszych minut chcieli udowodnić, że wynik sobotniego meczu był wypadkiem przy pracy i wynikał z absencji kadrowych. „Stoczniowcy” szybko zdobyli dwa gole po efektownych akcjach, które wykańczał Jakub Stasiewicz.Właśnie atak ze Stasiewiczem oraz Filipem Pestą i Jakubem Serwińskim stwarzał najgroźniejsze akcje pod toruńską bramką. Gdańszczanie mogli podwyższyć prowadzenie m.in. po strzale Tomasza Ziółkowskiego. Gdy Łukasz Podsiadło zdobył kontaktowego gola, wydawało się, że drużyna Nesty zacznie odrabiać straty, ale gospodarze szybko odpowiedzieli kolejnym golem. Jego strzelcem był obrońca Krzysztof Kantor, który po raz pierwszy zagrał w barwach Stoczniowca 2014, i zaprezentował się z bardzo dobrej strony.

Druga tercja nie przyniosła bramek. Hokeistom kombinacyjną grę utrudniała gęsta mgła, która z powodu wysokich temperatur, utrzymywała się nad taflą lodu. Obie drużyny miały swoje sytuacje. Tradycyjnie mocnym punktem zespołu w całym meczu był nasz bramkarz – Tomasz Witkowski. Kilkukrotnie popisał się interwencjami w niezwykle groźnych sytuacjach.

Trzecia tercja miała podobny przebieg do drugiej odsłony. Gdańszczanie, grając na ponad trzy formacje, wytrzymali kondycyjnie trudy całego spotkania i do ostatniej syreny kontrolowali przebieg gry. Co więcej wynik meczu ustalił Tomasz Ziółkowski, chociaż swojego bramkarza kompletnie zmylił obrońca Nesty Yevgen Żyliński, który przecinając podanie w zasadzie skierował krążek do własnej bramki.

– Dzisiejszy mecz pokazał, że jesteśmy wartościowym przeciwnikiem dla drużyn z Polskiej Hokej Ligi. Warunki do gry były bardzo trudne, ale oba zespoły grały na tej samej tafli. Toruń postawił wysoko poprzeczkę. Podeszliśmy do tego meczu z respektem do przeciwnika. „Witek” bronił na swoim poziomie, do gry wrócili kluczowi zawodnicy. Dzięki temu poczuliśmy się pewniej na lodzie i dzisiaj w pełni zrewanżowaliśmy się za sobotnia porażkę. Nie mogliśmy zawieść kibiców, którzy są dla mnie najlepszą i najwierniejszą widownią w Polsce. Zagraliśmy dla nich. – podsumował wtorkowy sparing Michał Ruszkowski, obrońca Stoczniowca 2014.

W najbliższych dniach Stoczniowiec 2014 będzie trenował zgodnie z zaplanowanym harmonogramem, wciąż czekając na decyzję PZHL odnośnie ligowej przyszłości.

– Dzisiejszym rezultatem udowodniliśmy, że możemy spokojnie grać o punkty z drużynami z dolnej połowy PHL. Co jeszcze musimy zrobić, żeby w końcu PZHL przestał chować głowę w piasek i rozwiązał problem, który sam sobie stworzył? Mamy środki na grę, mamy drużynę, mamy publiczność. Tylko nie mamy z kim grać! Jest 1 września, trzy dni do startu rozgrywek. Po prostu brak mi słów, trudno uwierzyć, że dzieje się to w cywilizowanym kraju – skomentował obecną sytuację Bartosz Purzyński.