NEWS

Bieżące informacje z klubu

ROMPKOWSKI: „WIERZĘ, ŻE STAĆ NAS W TYM SEZONIE NA NIESPODZIANKĘ”

Rozmowa została przeprowadzona przed niedzielnym, sensacyjnym, zwycięstwem MH Automatyki Gdańsk w Krakowie z Comarch Cracovią (4:3). Był to jednocześnie najlepszy występ Macieja Rompkowskiego w tym sezonie. Gdański napastnik strzelił bramkę i dołożył do tego asystę.

Trzy punkty w klasyfikacji kanadyjskiej, czwarty atak. Chyba nie tak wyobrażałeś sobie ten sezon?

Nie da się ukryć, że liczyłem, iż będę strzelał bramki, grał w wyższej formacji i spędzał więcej minut na lodzie. Rzeczywistość odbiega jednak od oczekiwań.  Nie załamuję jednak rąk, staram się jak najlepiej pracować i pokazać trenerowi, że zasługuję na więcej czasu na lodzie.

Frustruje Cię to, czy jednak dobro zespołu jest ważniejsze, niż osobiste ambicje? Pytam, bo przecież wracając do Gdańska przed poprzednim sezonem miałeś być jednym z tzw. “motorów napędowych” drużyny…

Najważniejsze, że dobrze prezentujemy się jako zespół. I nie mówię tego dlatego, że tak wypada. Naprawdę tak uważam. Siłą naszego zespołu w dużej mierze jest trener. On odpowiada za taktykę, ustawienie zespołu i jego decyzje przynoszą wymierny efekt. Ufam mu całkowicie i w żadnym wypadku się nie obrażam na grę w czwartej “piątce”. Moim zdaniem, tzw. “czysta” głowa, brak odciągających od skupienia się na grze problemów, to 80 procent sukcesu tak w hokeju, jak i w ogóle w sporcie.  Nie chcę się usprawiedliwiać, bo nie o to chodzi, ale tego w tym sezonie trochę mi brakuje. Pracuję nad rozwiązaniem tej kwestii i mocno liczę, że po reprezentacyjnej przerwie w rozgrywkach wrócę do gry w znacznie wyższej formie.

No właśnie, przed przerwą zaliczyliście prawdziwy maraton, rozgrywając 10 meczów w 19 dni. Nie wyczerpało was to fizycznie?

Nie, taka dawka meczów w hokeju nie jest czymś wyjątkowym. Na przykład grając w Kanadzie potrafiłem rozegrać nawet koło setki spotkań w sezonie. Po ostatnim meczu z Naprzodem w Janowie dostaliśmy od szkoleniowca trzy dni wolnego i to w zupełności wystarczyło, aby się zregenerować. Zresztą, trener podczas tej przerwy zmodyfikował trochę plan treningów – do zajęć na lodzie i siłowni doszło też bieganie na sąsiadującym z Halą Olivia stadionie. I tak, jak już wcześniej wspomniałem, czuję, że forma nadchodzi.

 Z tym stadionem to jednak trochę przesadziłeś…

 (śmiech) No tak, korekta w takim razie – po terenie, który kiedyś był boiskiem.

Foto: Marek Kardasiński

Tak lepiej. Cofnijmy się teraz do 2011 roku, kiedy upadł hokej w Gdańsku.  Ty wyjechałeś wtedy to Kanady, do Sturgeon Falls Lumberjacks występującego w Greater Metro Hockey League. Zagrałeś tam świetny sezon, miałeś średnio 2,5 punktu na mecz. Co to w ogóle za liga?

To był hokej juniorski. Grałem w lidze, uczęszczałem też do hokejowej akademii. Można powiedzieć, że zrealizowałem jedno ze swoich marzeń gry za oceanem. Wiadomo, liga młodzieżowa, do tego nie najwyższa w Kanadzie, ale co przeżyłem i zobaczyłem, to moje…

A poziom?

Obcokrajowcy prezentowali naprawdę dobry poziom, byli wiodącymi postaciami. Natomiast Kanadyjczycy i Amerykanie… No cóż, prawda jest taka, że w większości byli to zawodnicy odrzuceni przez drużyny grające w wyższych ligach.

Rozmawiałem kiedyś z Walentym Zientarą i stwierdził on, że pomysł SMS-ów w Polsce jest dobry, tyle tylko, że zamiast najlepszych juniorów w kraju, grają tam zawodnicy, z których niektórzy nie potrafią nawet jeździć na łyżwach…

Coś w tym jest. I w Kanadzie, w GMHL, też coś było na rzeczy (śmiech).

Po Kanadzie wróciłeś do Polski i grałeś na przemian w Jastrzębiu i Opolu. Najlepszy sezon rozegrałeś dwa lata temu w barwach Orlika – 34 punkty sprawiły, że byłeś najskuteczniejszym Polakiem w drużynie, ale zdecydowałeś się na powrót do Gdańska…

Trafiłem z formą, grało mi się naprawdę dobrze i stąd tak dobry wynik punktowy.  Powrotu do Gdańska jednak wyczekiwałem. Znam się z działaczami od dawna, jeszcze z czasów amatorskiego hokeja. Byliśmy w stałym kontakcie i gdy drużyna wywalczyła awans, nie miałem większych wątpliwości, podpisałem kontrakt i w żadnym wypadku nie żałuję. Myślę, że zdecydowana większość gdańskich wychowanków, którzy wciąż grają w innych klubach, chciałaby jeszcze w Gdańsku zagrać.

Skoro już jesteśmy przy wychowankach – kiedy ostatnio rozmawiałeś z bratem?

Bo ja wiem, jakiś tydzień temu.

Foto: Agnieszka Skórowska

I dalej wyraża chęć powrotu do Gdańska? Wcześniej taką gotowość deklarował publicznie…

Pewnie, że tak, często rozmawiamy właśnie o gdańskim hokeju. Mateusz byłby gotów wrócić, tyle że teraz jest na najlepszym etapie swojej kariery i kluczem są kwestie finansowe. Klub się jednak rozwija i jestem przekonany, że Mateusz w MH Automatyce kiedyś jeszcze zagra.

Na koniec zapytam Cię jeszcze o obecny sezon i wasze gry w przewagach i osłabieniach. W tym sezonie kompletnie sobie nie radzicie w tych elementach gry. W grze w osłabieniu wypadacie nawet gorzej od SMS-u Katowice. A jeszcze w poprzednim sezonie przewagami potrafiliście wygrywać z Toruniem…

Z całym szacunkiem dla Torunia, ale nie porównuj ich z zespołami, które grają w tym sezonie w PHL. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to naszą bolączką. Mocno pracujemy na tymi elementami na treningach. Póki co, jeszcze nie wychodzi to najlepiej, ale liczę, że w końcu przyjdą efekty. W grze 5 na 5 jesteśmy jedną z najlepszych ekip w lidze. Jeśli do tego dojdzie umiejętność wykorzystywania przewag i bronienia osłabień, będziemy w stanie mocno namieszać.

I już nie trzeba będzie w marcu przyprowadzać kochanek na trybuny?

(śmiech) Oczywiście, że trzeba będzie! Ale już nie nie na mecze o utrzymanie, a na pojedynki o półfinał play-off. Wierzę, że stać nas na niespodziankę.

Sponsor tytularny:

Partner strategiczny:

strategiczny-1 Gdańskie Autobusy i Tramwaje Grupa LOTOS S.A. strategiczny-4 strategiczny-6 strategiczny-7

Biznes plus:

logo-biznes-1 logo-biznes-4 logo-biznes-5

logo-biznes-6 logo-biznes-7